Okręt i kiepska rola Denzela

Na okręcie podwodnym
Niewiele jest filmów o okrętach podwodnych. Takie bowiem nie są łatwe do zrobienia, a na pewno wymagają dużych nakładów finansowych. Fani militariów jednak takie filmy cenią ogromnie każdą produkcję tego typu oglądają z zapartym tchem. Jednym z najdoskonalszych filmów z tego gatunku jest “Karmazynowy przypływ” Tony`ego Scotta.”Karmazynowy przypływ” opowiada o współczesnej marynarce wojennej. Przyczółkiem do opowieści staje się historia fikcyjnego dowódcy wojsk rosyjskich, Radczenki, który przejął wraz z oddziałem żołnierzy kontrole nad nuklearnymi głowicami i grozi Ameryce ich odpaleniem. Na morze ruszają najnowocześniejsze okręty podwodne, aby w razie zagrożenia zaatakować Rosję. Okrętem “Alabama” dowodzi kapitan Frank Ramsey (Gene Hackman), pierwszym oficerem jest Ron Hunter (Denzel Washington). Na okręcie wybucha bunt, bowiem po niejasnym rozkazie kapitan chce odpalić rakiety nuklearne wycelowane w Rosję. Ron Hunter chce jednak temu zapobiec, wie, że to grozi nuklearnym konfliktem.

O tej roli lepiej zapomnieć
Pisząc i mówiąc o Denzelu Washingtonie nie sposób nie wspomnieć o filmie pod tytułem “Gliniarz na Karaibach” w reżyserii Carla Schenkela. I bynajmniej w tym wypadku nie chodzi o doskonałość. To raczej słaba rola, a i film wraz ze swoją fabułą nie zachwyca.Xavier Quinn (Denzel Washington) to policjant w małej miejscowości, który szkolił się w FBI. Wraz ze swoimi nowoczesnymi sposobami prowadzenia dochodzeń zaczyna pracę stróża prawa na karaibskiej wyspie. Pierwszym śledztwem ma być sprawa zamordowanego biznesmena. Na Xavierze spoczywa swego rodzaju presja, zamordowany biznesmen bowiem był niezwykle wpływowy i przełożeni naciskają na to, by schwytać sprawce zbrodni. Sprawa się komplikuje, kiedy głównym podejrzanym zostaje przyjaciel policjanta z dzieciństwa, Maubee (Robert Townsend). Teraz dopiero okaże się, czy szkolenia w FBI dały coś Xavierowi. To już nie chodzi o samo śledztwo, ale i o sentymenty.